czwartek, 9 lutego 2012

Sekcja 1.: Farmona Sweet Secret, Waniliowy krem do ciała

Pierwszy na moim stole wylądował wszystkim chyba znany krem do ciała Farmony, moja wielka i zresztą chyba odwzajemniona miłość.
 

Dlaczego odwzajemniona? Według zapewnień producenta "(...) regularne stosowanie Waniliowego kremu do ciała daje uczucie wypielęgnowanej, jedwabiście gładkiej i pachnącej skóry. (...) głęboko nawilża, odżywia, wyrównuje koloryt skóry sprawiając, że ciało staje się zachwycająco miękkie, delikatne i jedwabiście gładkie, (...) kompozycja zapachowa stymuluje, pobudza i wprowadza w dobry nastrój.". Tyle marketingowej paplaniny. A jak jest w rzeczywistości? Otóż kremik naprawdę nawilża. Podczas regularnego stosowania, w ciągu około dwóch tygodni zdecydowanie poprawił się stan mojej skóry, szczególnie teraz, gdy mróz dokucza jak jasna cholera, a skóra pęka. Nie tylko na dłoniach. Po stosowaniu kremu jest bardziej elastyczna, aczkolwiek nie zauważyłam jakiejś specjalnej zmiany w jej kolorycie.

Zdjęcie z lampą.
Krem do złudzenia przypomina budyń waniliowy. Kolor kremowy, lekko żółtawy, bądź ecru - typowy dla budyniu waniliowego. Po całym kremiku pałętają się czarne drobinki, mniejsze i większe, do złudzenia przypominające ziarenka wanilii.

Zdjęcie bez lampy. Pochmurny dzień.
Zapach słodki. Cholernie. Powoduje u mnie nagłą chęć zjedzenia czegoś słodkiego. Uprzedzam, jeśli nie jesteście zwolenniczkami słodkich zapachów, ten może wydawać się wam mdły. A że ja uwielbiam i wanilię, i słodkości, dla mnie jest to strzał w dziesiątkę. Co prawda na opakowaniu napisane jest "wanilia i indyjskie daktyle", ale czuć tylko wanilię. I po jakimś czasie mleko. Albo coś mlecznego/śmietankowego O.o Ale uwaga! Zapach jest bardzo, ale to bardzo intensywny. Przy regularnym stosowaniu przesiąka nim dosłownie wszystko: pościel, ubrania, nie wiem jakim cudem włosy O.o'. Moją przyjaciółkę S., która zresztą zaraziła mnie Farmonowymi łakociami, potrafię wyczuć w pociągu z kilku metrów. xD



Konsystencja nie-kremowa, zbita, w moim odczuciu lekko żelowa. Oczywiście w niczym to nie przeszkadza, wręcz sprawia, że produkt jest bardziej wydajny. Potrzebna jest naprawdę niewielka ilość kremu, by dokładnie nawilżyć całe ciało.


Mazia się na skórze całkiem dobrze. Jedyne, co mi w tym kremiku przeszkadza, to wszędobylskie, czarne "cosie", rozsiane po całym opakowaniu. W sumie raczej nie służą zdrowotności naszej skóry, ale za to nieprzyjemnie się rozmazują, pozostawiając na ciele czarne smugi. Trzeba naprawdę je dobrze rozmasować, by się ich pozbyć. Poza tym zauważyłam, że przy "przedawkowaniu", na skórze pozostaje lepka, lekko świecąca powłoczka.

A teraz kilka słów od strony technicznej. Opakowanie bardzo poręczne, kolorowe i wręcz zachęca do kupna. Pojemność aż 225ml, co przy jego konsystencji, czyni go dosyć wydajnym. Kremik można kupić w praktycznie każdej drogerii, cena waha się od 11 do 16zł, ja swój upolowałam w Naturze za 9,90zł. Niestety w składzie znalazłam aż 4 parabeny: Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben. Ale biorąc pod uwagę ilości chemii, jaką jesteśmy codziennie faszerowani, 4 małe parabenki w tą czy w tą raczej różnicy nie czynią. Myślę, ze jeszcze nie raz i nie dwa powrócę do tego produktu.



4 komentarze:

  1. Pierwszy post i jedna z moich ulubionych rzeczy od razu :D Zarąbiście pachnące cudo jednak ja wciąż jestem fanką wydania kokosowego :D I doradziłabym jeszcze nie dorzucać żadnych perfum jeśli ktokolwiek planuje się tym wysmarować bo podejrzewam, że efekt będzie nieciekawy XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tej serii póki co testowałam tylko peeling do ciała - truflowo-migdałowy *.* Cudny jest. Co prawda nie ściera jakoś wyjątkowo mocno, jest dość galaretowaty, ale dla mnie w sam raz. No i zapach... prześliczny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam z tej serii kokos i czekoladę z pistacjami - podobało mi się ich działanie, ale zapachu nie mogłam znieść. Może jednak zaryzykuję tę wanilię przy najbliższej okazji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostrzegam jednak ponownie, jest dosyć słodka ;D

      Usuń