wtorek, 28 lutego 2012

Sekcja 11.: L'Oreal Color Minerals 60 Topaz Shimmer

Uff... przeżyłam. Dzień okropny, wyspać się nie można, jeszcze w dodatku śnieg sypie jak szalony. Nosz szlag! Jedynym plusem dnia dzisiejszego jest to, że przyszła do mnie poranną pocztą ogrooomna (jak na swoje naprawdę minimalne koszta) paczucha kosmetycznych zwłok, które udało mi się upolować. I wierzcie mi, będzie o czym czytać!
Rozwiązując sudoku, polerując narzędzia chirurgiczne, zastanawiałam się, czym was dziś uraczyć. A że niezbyt chce mi się dziś maziać balsamami, czeka was sekcja kolorówki.


Jak widać na załączonym wyżej obrazku, dziś będziemy kroić drugiego już delikwenta z serii mineralnej L'Oreala. Tym razem padło na Color Minerals 60 Topaz Shimmer, mineralny cień do powiek, który został mi udostępniony na czas testów przez Iwonę, której za to serdecznie dziękuję. Topaz Shimmer to nic innego jak piękny błękit, delikatnie wpadający w turkus. Podobnie jak róż do policzków, pełen jest delikatnych, srebrnych drobinek, które bardzo ładnie iskrzą się na naszych patrzałkach.


Wygląd i jakość pojemniczka nie uległy zmianie. Nadal mamy do czynienia z klepsydrą wykonaną z dosyć słabej jakości plastiku, który pęka, mimo iż nie rzuca się opakowaniem ani w ścianę, ani w eks chłopaka (chyba, że Iwona rzucała, pojęcia nie mam). Na czubku mamy ponownie zupełnie nie praktyczny, nieco twardy i rozłażący się we wszystkie strony świata i wszechświata pędzelek, na szczęście ktoś inteligentny pomyślał chociaż o zmniejszeniu jego rozmiaru. Osobiście go nie używałam. Wolę swoje mięciuchy.


Wnętrze również bez większych zmian. Nadal mamy gruboziarniste siteczko, z którego gdy chcemy, nic nie możemy wydobyć, ale gdy wyjmiemy cień z kosmetyczki, czeka nas istny armagiedon. Wybacz Iwona, że to napiszę, ale gdy wyciągnęłam go z torby po przybyciu do domu, pierwsze co, to upieprzyłam się cała na niebiesko. Jak Smerf jakiś. Z resztki, która już przeszła "na tamtą stronę", czyli za siteczko, zrobiłam sobie odsypkę, jakiś 1g, albo nawet i mniej, a cienia w pojemniczku i tak nie ubyło. W każdym razie odsypeczka na pewno starczy mi na dłuuugo. Ale wracając - konsystencja nadal delikatna i pudrowa. Przyznam, ze po zrobieniu swatcha na dłoni, byłam nieco przerażona i zawiedziona - ledwie widoczna, sparkląca się poświata, niczym ciało Edwarda Wąpierza wystawione na światło dzienne. Ale nie poddałam się i zabrałam do dalszych analiz.


Bawiąc się w małego naukowca, Sacz pokminiła troszkę i doszła do wniosku, że skoro to jest kosmetyk (prawie)naturalny, to powinien się on przyzwoicie łączyć z wodą. I tak oto Sacz odkryła Amerykę, wymyślając zastosowanie tego cienia, jako eyelinera. Tym samym informuję, że nie radzę nakładać go na sucho - będziecie mieć błękitne policzki, brodę, usta - ale nie powieki! Taka wredna bestia! Chyba że na bazę, ale to już inna bajeczka.

L'Oreal Color Minerals 60 Topaz ShimmerSensique, Glamour Palette 111
Avon, ColorTrend Great LengthsLovely, Eyeliner czarnyEssence, Kajal Pencil 01 BlackEssence, I Love Stage, Eyeshadow Base
  

A tu mamy już jego pierwotne zastosowanie, czyli jako cień do powiek, w duecie z wielokrotnie chwaloną już przeze mnie Sensique Glamour Palette 111. Cień, mimo iż drobinkowy, doskonale łączy się nawet z matami, świetnie rozprowadza na powiece i współpracuje przy blendowaniu, co zresztą możecie podziwiać wyżej (kij, że kolor nie pasuje mi do urody xD).
Cień jest praktycznie nie do zużycia. Nie mam pojęcia, jaka jest jego pojemność. Cena według Wizażu to aż 43zł za sztukę, co dla mnie jest osobiście przegięciem, jednak na allegro czy po znajomości, można go spokojnie nabyć za pół ceny ;) Albo i nawet taniej. A już moim zdaniem bardziej opłaca się kupować opakowania testerowe. Dlaczego? Gdyż są tańsze, nie mają niepotrzebnego pędzlucha i podwójną (!) pojemność. Jakościowo jestem z nich zadowolona, jako liner, bez bazy trzymały mi się całe 12 godzin, jako cienie przegrały jedynie próbę ścieralności (odbiły się lubemu na policzku - ale chyba nie zauważył, że się sparklił xD). Poza tym jestem bardzo z tego minerałka zadowolona i szczerze rozmyślam jego zakup. Nie koniecznie niebieski xD.

7 komentarzy:

  1. Jako eyeliner jest zdecydowanie najlepszy.Piękna kreska:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziękuję ;) mi też bardziej pasuje jako liner. Na całości powieki niezbyt pasuje do mojej urody, jest jakiś taki za zimny xD

      Usuń
  2. Zapewniam Cię, że w byłego nie rzucałam, a kosmetyk jedynie walał się po kosmetyczce ;) Kreseczka też bardziej mi się podoba, o czym już Ci powiedziałam (swoją drogą też sobie taką namaziam :D)

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo, ładniusi. taki wiosenny :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepięknie to Twoje oczę wygląda: tak jasno, pogodnie, świeżo. O tak, podoba mi się to!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pieknie!:)

    Serdecznie zapraszam na nowy wiersz:*

    OdpowiedzUsuń