piątek, 10 lutego 2012

Sekcja 2.: Essence Vampire's Love, lipstain 01 Bloody Mary

Wszyscy mają róż do policzków..! A ja mam lipstain, który mam dziś przyjemność wziąć na mój sekcyjny stół. I nie powiem - jestem z niego zadowolona, ale... no właśnie. Zawsze musi być jakieś "ale". Zacznijmy od samego początku. "Vampire's Love" od Essence to limitka, której premiera miała miejsce bodajże w listopadzie. I praktycznie wszystkie kosmetyki, z wyjątkiem pudru do rzęs (WTF?! O.o) były całkiem do rzeczy. Ale niestety, uszczuplone fundusze plus potrzeba zakupienia cieni na specjalną okazję zmusiły mnie do wyboru: róż czy lipstain? Ostatecznie przytuliłam do siebie ten drugi. I oto jest! ;)


I cóż ja mogę o nim powiedzieć? Zaczynając od powierzchowności, mamy do czynienia z bardzo wygodną, estetyczną tubeczką (którą na swojej studniówce udało mi się bezproblemowo ukryć w gorsecie :D) o pojemności 8,5ml. Całkiem przyzwoicie, biorąc pod uwagę, że kosztował 8,99zł. Niestety zauważyłam, że napisy z opakowania dosyć szybko się ścierają.


I tu mamy kolejne pozytywne zaskoczenie. Skoro mamy tubeczkę, to drogą dedukcji wywnioskowałam, że kosmetyk będzie wyciskany. A tu gucio - bo jest gąbeczkowy aplikator. I to bardzo dobre rozwiązanie, gdyż nie mamy do czynienia z ciężkim, lepkim i gęstym błyszczykiem, a z płynną farbką koloru fioletowo-jagodowego.

Jedna warstwa. Lampa błyskowa.

01 Bloody Mary, jak już napisałam wyżej, to dość intensywny jagodowy fiolet, bez drobinek czy innych udziwnień. Aplikuje się całkiem przyjemnie, trzeba jedynie uważać, by nie "wyjechać" poza kontur ust, gdyż później ciężko jest farbkę usunąć.

Jedna warstwa. Bez lampy w pochmurny dzień.

Zapach przyjemny, słodki, przypominający owoce leśne. To samo dotyczy się smaku, co dla mnie, "zjadaczki" wszelkich błyszczyków, jest ogromnym plusem xD.

Dwie warstwy. Bez lampy w pochmurny dzień.

Intensywność koloru regulować można na wiele sposobów, od rozcierania palcem po nakładanie warstw. Najlepiej jednak moim zdaniem wygląda jedna, równo nałożona warstwa.

Było trochę słodzenia, a teraz czas na wady. Niestety przyczepić się muszę do trwałości. Oczywiście jest o niebo trwalszy niż przeciętny błyszczyk, jednak w porównaniu do mojej drugiej farbki (Essence You Rock! w pisaku) szybciej się zjada, szczególnie w środkowej części ust. Nie należy również pić czegokolwiek ciepłego, mając go na ustach - kolor schodzi momentalnie. Jest dosyć lepki jak na farbkę, a zarazem - nie ukrywajmy - wysusza usta. Dlatego też po aplikacji polecam zabezpieczyć go pomadką ochronną albo błyszczykiem. Kolejną i chyba najbardziej uciążliwą wadą jest nieestetyczny wygląd na popękanych ustach (co zresztą doskonale widać na zdjęciach - niestety mróz i ogrzewanie czynią swoje, a moje usta wyglądają jak po bombardowaniu...). Pigment wchodzi we wszelkie załamania, zabarwia ranki... Ale to chyba już taka natura lipstain'ów. Ostatnią z nich jest jego dostępność. Niestety jest to limitowanka, ale z tego co widziałam, co jakiś czas goszczą na aukcjach Allegro, więc jeśli któraś z was chciałaby go mieć, polecam poszukać. A nóż sie uda ;)

Osobiście jestem z tego produktu bardzo zadowolona. Mimo kilku wad, udało nam się stworzyć bardzo trwały związek. Myślę, że mogę go z czystym sumieniem polecić tym, które nie przepadają za wszelką lepkością na ustach, a jednocześnie cenią sobie mocny i zdecydowany kolor.

3 komentarze:

  1. Mogłabym się podpisać pod twoją recenzją (mam ten sam odcień) :). Wysusza trochę usta, podkreśla wszystkie niedoskonałosci,suche skórki ale lubię mimo wszystko efekt jaki daje:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam inny kolor - określiłabym go jako ciemno malinowy. Bardzo lubię tą farbkę, bo jest trwała i daje intensywny kolor. Co do wysuszania ust - wystarczy po wyschnięciu maznąć usta balsamem i jest ok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobnie dedukowałam i jak Ty nie trafiłam. Z czego zresztą bardzo się cieszę. Mam tę farbkę, dla mnie to bardzo wyjściowy kolor, tylko jeszcze nie trafiłam na odpowiednie wyjście. Leży więc i czeka sobie.

    OdpowiedzUsuń