wtorek, 13 marca 2012

Mumifikatorium: Parafinowanie w warunkach ekstremalnych

Tam ta da dam! Witam wszystkich wszem i wobec w ten wtorkowy wieczór! Dzisiaj notki długiej nie będzie, a szkoda, bo mam już pięknie zaplanowaną sekcję kolejnego maziaka avonowego, jednakże okoliczności, a właściwie njus last minute zmusił mnie do zmiany moich planów. Otóż dziś miałam okazję brać udział w Targach Edukacyjnych organizowanych przez 9 Piętro Dantejskiego Piekła (czyt. szkołę) na które raczyły były zjechać się licznie bądź - co bardziej pasuje - nielicznie wszelkiej maści szkoły i uczelnie wyższe z okolic Warszawy. Pomijając fakt, iż cała impreza polegała głównie na wciskaniu długopisów, kalendarzyków i wszelkich innych treści reklamowych, całość odbyła się całkiem bezboleśnie - szczególnie, iż w tym roku nie musiałam się głupkowato uśmiechać to tych pajacyków pod krawatami ani wydawać im herbaty z ogórkami kiszonymi.

Ale przechodząc do meritum, na powyższe targi przybyła również reprezentacja jednej z warszawskich uczelni kosmetycznych (WTF?!). Nie sprecyzuję, która dokładnie, gdyż broń Dziadku Pavulonie nie chcę robić reklamy. Tak, nie rozumiem sensu istnienia takich przybytków Szatana, szczególnie, że podczas przysłuchiwania się rozmowie dosyć już podstarzałej przedstawicielki-kosmetyczki-wykładowcy z zainteresowaną studiami kosmetycznymi dziewczyną, dowiedziałam się, iż tak naprawdę wystarczy kasa, żeby otrzymać dyplom. Zero nauki. NIC. A potem idziemy cholera do takiego gabinetu kosmetycznego i stoi sobie takie newbie, które nie rozpoznaje pęsety od cążek do pazurków i robi nam kuku za które jeszcze musimy płacić.

Do rzeczy. Owa uczelnia przy swoim stoliku proponowała prócz ulotek, długopisów i gąbeczek-antystersantów trzy eventy: loterię z nagrodami (kuferek kosmetyczny z niewielką zawartością), parafinowanie dłoni oraz wykonanie makijażu twarzy. Sacz spoglądając na cały ten cyrk stwierdziła, że nie będzie ryzykowała swojej twarzy na niekoniecznie udany mejk kosmetykami niewiadomego pochodzenia. Dlatego też poddała swoje łapki parafinowym torturom.


Przede wszystkim jak to wyglądać powinno (źródło: kosmetologia.atspace.com)

Przed przystąpieniem do zabiegu należy obejrzeć dłonie klientki pod kątem zakażeń skóry dłoni i paznokci. 
 Przebieg zabiegu:
  • Włączenie podgrzewacza z parafiną (aby osiągnęła odpowiednią temperaturę)
  • Zdjęcie z rąk klientki bizuterii
  • Dezynfekowanie dłoni
  • Zastosowanie peelingu do rąk, spłukanie i osuszenie dłoni
  • Wykonanie masażu z użyciem kremu odżywczego
  • Nałożenie maski do rąk
  • Wykonanie kąpieli parafinowej
    • - jeżeli stosujemy łaźnię parafinową - zanurzamy 3-krotnie dłoń po nadgarstek w parafinie
    • - stosując podgrzewacz - sprawdzamy temperaturę parafiny na swoim przegubie dłoni; nakładamy pędzlem 3 warstwy parafiny najpierw na zewnętrznej części dłoni, następnie na części wewnętrznej
  • Nałożenie foliowej torebki oraz ocieplających rękawic frotte

  • Powtarzamy czynności 7. - 8. na drugiej dłoni
  • Po 15 -20 minutach zdejmujemy rękawicę ocieplającą
  • Ściągamy parafinę razem z torebką ochronną (od przegubu w kierunku palców)
 A jak to wyglądało w rzeczywistości? Okej, ja rozumiem - warunki polowe. Wręcz ekstremalne. Jednakże wkładanie dłoni do podgrzewacza(!) z parafiną jest moim zdaniem skrajnie niebezpieczne. Ale od początku.
Wyżej wymieniona podstarzała pani kosmetyczka-wykładowca kazała zdjąć mi pierścionki. Następnie bez słowa wstępu spsikała moje łapki środkiem dezynfekującym na bazie spirytusu. Zupełnie pominęła peeling (choć miała przygotowany w zanadrzu), naciaplała mi na dłonie bliżej nieokreślonego kremu, który kazała rozsmarować. Z nikłej próby kontaktu udało mi się dowiedzieć iż jest to krem odżywczo regenerujący. Za grzybka nie chciał się wchłaniać. Następnie Pani chwyciła moje łapki i kazała mi je wsadzić prosto do podgrzewacza z parafiną. Nieufnie spytałam się, czy to coś jest gorące, jednak po zapewnieniu, iż parafina jest letnia (nie parowała w końcu) wsadziłam tam nieświadomie swoje dłonie. O CHRYSTE! 5 minut później jeszcze dłoni nie czułam. Parafina spokojnie miała jakieś 70 stopni. Jak nie więcej. Po serii moich narzekań i lamentów, Pani kosmetyczka stwierdziła, że każdy inaczej odczuwa ciepło, po czym na moje naparafinowane i nic nie czujące łapki nałożyła dwie torebeczki foliowe, po czym kazała odczekać około 15 minut i owe cosie zdjąć.

A że Sacz grzeczna jest z reguły, to posłuchała porady Pani kosmetyczki i zdjęła cosia po 15 minutach. Sacz zdejmuje - a krem się mazia! Sacz siedzi - a krem się mazia! Sacz próbuje notować - a krem nie dość, że się mazia i nie wchłania, to jeszcze pomaział cały zeszyt. Nosz szlag!


Tak czy inaczej, pierwsze wrażenie skórne - pachnie. Mocno. Niby miał to być zapach brzoskwiniowy, mi on pachniał cytrynową wazelina mojego dziadka. Miałam również uczucie na dłoniach, jakby całe były wymaziane wazeliną. Zapach utrzymał się pół dnia, był nawet obecny po wielokrotnym myciu dłoni.
Jednakże tu pojawia się niespodzianka. Po starciu wazelinowej warstwy, dłonie były zwyczajnie przesuszone. Ot tak - po prostu suche, jak po myciu w twardej wodzie. To od wewnątrz. A na zewnątrz dłoń dziwnie się wygładziła. I nie jest to jedyne odczucie, gdyż nie tylko ja korzystałam z tego zabiegu. Również u I. pojawiło się dziwne przesuszenie. Pytanie - wina kosmetyków czy temperatury?


Niestety Sacz nie ma zdjęcia przed "zabiegiem". Jednakże na powyższych fotkach widać, iż stan mojej skóry nie uległ znacznemu pogorszeniu. Skąd więc moja negatywna opinia? Pomijając moim zdaniem niefachową obsługę, dużą rolę gra cena. Jak pochwaliła się Pani kosmetyczka, zabieg taki kosztuje 30-50zł w gabinecie. O.O'' Szok. Być może w gabinecie byłby on w pełni wykonany, jednakże efekty po "wersji demo" wcale nie są zachwycające. Po takiej próbce parafinowania na pewno nie wybiorę się do kosmetyczki. A już na pewno nie do absolwentki wyżej wymienionej szkoły. O!

7 komentarzy:

  1. Chyba wszystkie szkoły kosmetyczno-fryzjerskie dają Ci dyplom za kasę. Dlatego wcale nie żałuję, że przerwałam naukę. Szkoda tylko tych pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. To co pani z kosmetykami niewiadomego pochodzenia zrobiła na dziewczynach udało mi się zaobserwować z bliska. Bez względu na typ urody wszystkie miały makijaż prawie identyczny, bardzo mocny (a jak to nawet jedna z dziewczyn określiła nadający się bardziej "na ulicę"). Ciesze się, że nie skusiłam się, na pomazianie mojej twarzy :P

    OdpowiedzUsuń
  3. haha, pewnie moja kosmetyczka od usuwania sińców też skończyła taką szkołę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahah, ale najlepszy był Kuba Z. który też się poddał temu i tez powiedział, że żadnej różnicy nie zauważył xDD. Jednak zapach był ładny xD

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam Twoje historie :)grabie masz teraz jak pupcia niemowlaczka, tylko cmokać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha xD dziękuję :D na podstawie niektórych można by napisać kilka dobrych scenariuszy do "Dlaczego ja?" xD

      A grabie jak grabie, małe, pulchnawe, ale fakt faktem gładkie XD

      Usuń