czwartek, 1 marca 2012

Sekcja 12.: Laboratorium Kolastyna, Active Body, Balsam nawilżający z algami morskimi

Choć wiosna powoli pojawia się za oknami, widmo szkolnictwa nawiedza mnie we wzmożonym tempie. Po pokoju lata mi jakiś moskit i irytuje swoim skrzydlatym jestestwem. Taaa... to na pewno wiosna.
Jako, że wczoraj stuknęły w Prosektorium tysięczne odwiedziny, sądzę, że to już czas, by zamieścić publicznie, zupełnie bez wstydu - licznik oglądnięć. xD Oczywiście wszystkim odwiedzającym, czytającym i komentującym serdecznie dziękuję za czas poświęcony na przeglądaniu moich sekcji kosmetycznych. Licznik znajdować się będzie na razie tam, gdzie jest w tej chwili, jednakże najprawdopodobniej zmieni miejscówkę po wiosennym przemeblowaniu, które planuję gdzieś w okolicach kwietnia. :D
Na stole sekcyjnym gościła już w tym tygodniu kolorówka, był tag, więc na co teraz nastała pora? Oczywiście, że na pielęgnację!


Zakupiłam go jakiś miesiąc temu na promocji w Kauflandzie, wraz z jego bratem oliwkowym, o którym napiszę już za niedługo. Jest to balsam do ciała made-in-Polska, opakowany w bardzo estetyczną, mieszczącą 250ml butelkę, z wytrzymałego, nieco twardego plastiku. Jego cena to w Kauflandzie 12,99zł, ja chwytnęłam go w pakiecie za 10 złociszy. Bo tak na mnie patrzył tymi swoimi oczkami... Mam stanowczo zbyt słabą wolę.


Dziurka jaka jest, każdy widzi. Nie za duża, nie za mała. Aplikuje się bardzo przyjemnie, z wyciskaniem nie ma zbytniego problemu, choć niektórym może przeszkadzać nieco twarda buteleczka. Zamykadło trzyma się na miejscu, nie trzeba się z nim siłować, by dostać się do wnętrza. Balsam nie wylewa się, jedynie jak go o to ładnie poprosimy.


A oto opis i obietnice producenta. Jak widzicie powyżej, balsam ma się dobrze wchłaniać, poprawiać sprężystość skóry, nawilżać i zapobiegać wysuszaniu. Oprócz tego, mamy zagwarantowaną poprawę kondycji skóry oraz dotlenianie dzięki wodorostom. A ja na wstępie skomentuję to tak: du... szy nie urywa. Ale to za chwilę.


Parabeny... parabeny... woda... gliceryna... i inna łacina na której - nie będę udawać - znam się tyle, co na modelach samolotów z okresu II Wojny Światowej. Czyli prawie wcale. Ale może komuś te hieroglify powiedzą więcej niż mi. ;)



Konsystencja balsamu jest do bólu balsamowa. Biała, nie za gęsta, nie za rzadka, nie roztapia się pod wpływem ciepła ani nie zastyga. Ot taki sobie smaruch. Co mogę powiedzieć o zapachu? Otóż jest on dla mnie trudny do zidentyfikowania. Słodko-kwaśny, chemiczny, typowo balsamowy, aczkolwiek mogę go znieść, nawet mi się trochę podoba. Ale przed kupnem radzę poniuchać.


Smarowanie się nim jest całkiem przyjemne. Nie sprawia problemów, ładnie się wsmarowuje, nie trzeba dużo machać, żeby się ładnie wchłonął. Nie pozostawia na skórze żadnej lepkiej warstwy, tym samym nie irytując mojej skromnej persony. Pod tym względem duży plus.


A jaki jest efekt używania? Przyznam, że po użyciu skóra rzeczywiście jest ładnie nawilżona, sprężysta, wygładzona i milusia w dotyku - wręcz lśni i prosi o dotykanie XD. Zapach balsamowy szybko wietrzeje, nie przeszkadza więc co wrażliwszym niuchaczom w normalnym funkcjonowaniu. Niestety, jak już wcześniej wspomniałam, szału nie ma. A dlaczego? Otóż w moim przypadku efekt nawilżenia nie pozostaje zbyt długo na skórze, podczas mrozów zwyczajnie nie radził sobie z pękającą skórą. Jak dla mnie, fakt ten wręcz dyskwalifikuje go w okresie zimowym, jednak na wiosnę czy lato, powinien spisywać się doskonale.
Podsumowując, Kolastyna Active Body z algami morskimi to całkiem przyzwoita pozycja wśród balsamów, choć jeśli mam płacić za niego 13zł za sztuję, wolę dołożyć parę groszy i kupić np. Garniera Klonowego, który ma jak dla mnie fantastyczny zapach oraz doskonale radzi sobie z moją skórą w okresie zimowym.


 Ogłoszenia parafialne:

Zachęcam do wzięcia udziału w rozdaniach! Tym razem organizują:


Hurija


Candyyy


Ruda

1 komentarz:

  1. Kolastyny nie próbowałam i jakoś nie jestem przekonana do niej.

    OdpowiedzUsuń