piątek, 2 marca 2012

Sekcja 13.: Body and Earth Elements, Mango Mandarin Bath Set

Ach... Piątek, powiew weekendu... który kolejny raz spędzę przed książkami. Szlag. Ale jeszcze tylko dwa miesiące i wolność! Tak, tak... nie ma jak pocieszanie się na siłę. Tymczasem sterta notatek sama się nie przeczyta, więc Sacz postara się dziś ogarnąć notkę szybko i bezboleśnie. Przy okazji serdecznie pozdrawiam wszystkich czytających mnie Merańczyków, którzy cierpią podobne katusze.

Dziś na stół trafiają aż trzy, a w zasadzie cztery trupy, których rozdzielać nie miałam serca, bo i w zasadzie nie ma po co.


Zestaw ten otrzymałam w prezencie i przyznam, że to całkiem miły prezent. Są to trzy misie: Żelkuś-Prysznicuś, Solek-Kąpielek i Lotionuś, a wraz z nimi pięknie prezentuje się siateczkowa przyjaciółka Myjeczka. Prawda, że urocze? ;3 Wszystkie, opakowane zgodnie z kolorem przewodnim, w estetyczne pudełeczko przewiązane wstążeczką, którego niestety na zdjęciu nie ma, gdyż... no po prostu nie ma. xD


Wszystkie te słodziachy noszą piętno mandarynki i mango, choć każde z nich pachnie inaczej, opakowane są w przezroczyste buteleczki po 140ml (Solek liczony w gramach xD) każda, z łatwo odkręcającymi się zamykadełkami. Niestety Żeluś i Lotionek nie posiadają dozowniczków, ale w ich przypadkach można to wziąć za plus, gdyż... W ich przypadku te buteleczki to koszmar! Ja nie wiem kto wpadł na pomysł plastiku imitującego szkło, ale są one praktycznie niezginalne. O ile Żeluś sobie jeszcze swobodnie wypłynie, o tyle z Lotionkiem trzeba się albo dziubdziać palcem, albo go z buteleczki wytrząchnąć. Do Solka pretensji nie mam, bo ten to akurat sypie się bezproblemowo.

Zacznijmy od Żelka, gdyż z niego jestem jakby najmniej zadowolona. O ile zapach ma całkiem ładny, mandarynkowy i niezbyt mocny, o tyle jego pienistość pozostawia trochę do życzenia. No dobrze, nie jest to najgorszy żel jaki miałam - pieni się lepiej, niż - dajmy na to - żel Avon Naturals, który dla mnie okazał się totalną porażką. Pod względem pienistości to po prostu przeciętny przeciętniak.


Konsystencja jest gęęsta, mocno żelowa, za to duży plus. Mimo, iż buteleczka ma spory otwór, nie wylewa się nachalnie pół butli za jednym razem. Kolor, jak widać na powyższym zdjęciu, jest leciutko pomarańczowy, przezroczysty. Aplikuje się przyjemnie, zarówno na ciało, jak i na gąbeczkę. Nie zauważyłam, by wysuszał skórę.


A oto i Solek tajm! Po odkręceniu uderza nas w niuchacza woń... mandarynek? Nieee... Mango? Niee e. Ja tu czuję mooocno chemiczne cytruski. Może i nawet mandarynkę przez chwilę, jak się dobrze wwąchać. Aczkolwiek nie powiem, że woń ta jest jakaś drażniąca. Wręcz przeciwnie, w kąpieli całkiem dobrze ożywia i relaksuje. Podoba mi się. Ale nie na każdą okazję.


Kryształki jak widać nie odbiegają od normy. Koloru lekko pomarańczowego, niektóre ciemniejsze od reszty. W porównaniu do posiadanej obecnie przeze mnie soli BeBeauty, jest grubsza, kryształki są bardziej regularne. Dosyć szybko rozpuszcza się w wodzie, uwalniając już nieco mniej ostry, cytrusowy aromat. Cóż, sól jak sól. Na opakowaniu nie doczytałam się o właściwościach regeneracyjnych/nawilżających/innych-cudach (niepotrzebne skreślić), więc i nie oczekiwałam po niej niczego specjalnego. Nie wysusza skóry, wręcz nawet lekko ją nawilża. Ot, miły dodatek do kąpieli. ;)


Czas na Lotionik! Jest to moim skromnym zdaniem najlepsza pozycja z tego zestawu. Mleczno pomarańczowy, delikatnie pachnący skórką mandarynkową z odrobiną chemii. Na skórze traci nieco na intensywności zapachu.


Konsystencja typu olej w wodzie, przez co jest całkiem wydajny. Wszystko by było pięknie, gdyby nie te buteleczki...


Jest bardzo delikatny, nie uczula. Ma lekkie działanie nawilżające, choć ten efekt nie utrzymuje się zbyt długo. Więc dlaczego mi się podoba? Bo jest idealny do... i tu uwaga... Masażu! Tak, wiem, że to nie powinno być jego główne przeznaczenie, ale dzięki konsystencji... No własnie. Głównym jego plusem jest to, że wręcz rozpuszcza się pod wpływem naszego ciepła. Dosyć szybko się wchłania, ale przy masażu działa niczym olejek ;D Zdecydowanie podbił moje serce!


Do całego zestawu dołączona jest jeszcze Myjucha. Jest trochę szorstka, ale prawdopodobnie dlatego, że wręcz pachnie nowością xD W rozmiarze odpowiadającym mojej osobie, czyli mini-mini ;D

Podsumowując, powyższy zestaw prezentowy całkiem dobrze się spisuje. Przeprowadziłam również moje prywatne śledztwo (wiem, że nie powinnam! mea culpa! xD), można go dostać w Rossmannie, po dosyć przystępnej cenie, bo ok. 18zł. Jest również druga wersja zapachowa - mianowicie Coconut Lime, na który prawdopodobnie w najbliższym czasie się skuszę ;D. Szkoda, że są tylko te dwa warianty, gdyż z tego, co się zorientowałam, Body & Earth mają dosyć szeroką gamę zapachową (możecie podejrzeć je bezpośrednio na stronie producenta - White Chocolate Mocha i Vanilla Sugar brzmią przepysznie x3). No i żałuję, że raczej u nas w Polsce niemożliwym jest zdobycie produktów pełnowymiarowych tejże marki. Skusiłabym się na wypróbowanie innych zapachów i lotionów. ;D


Sobotni update:
 Zapraszam na rozdanie u Pepper&Coco ;)


7 komentarzy:

  1. Przyjemnie wyglądają. Skusił mnie opis lotionu :D X lat temu miałam z avonu jakiś mandarynkowy balsam do ciała. Zapach był naprawdę obłędny, nie sztuczny, łagodny. Balsam również dobrze spełniał swoje zadanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyglądają ciekawie ; )


    ` Obserwuję. Byłoby miło gdybyś się zrewanżowała.
    * Za każdy kom. u mnie, odwdzięczam się ; >

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie zestawy:D A już najbardziej - dostawać:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze jak czytam Twoje sekcje, myślę sobie, że świetny pomysł miałaś z fotografowaniem produktów w tej misce. :)
    A zestaw, cóż... Jakoś mnie nie kusi, może dlatego, że soli do kąpieli nie używam, zapachu mango (gdyby go jednak w tych produktach wyczuć xD) nie lubię, w dodatku faworytów w kategorii żel pod prysznic i olejek do masażu już mam. Chociaż zapach mandarynki w kosmetykach lubię, i to bardzo, może kiedyś skuszę się na balsam. Czekam na następną sekcję! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co jak co, ale Ty musisz wytrzymać 2 miesiące, ja 2 lata ;]. Ale dam radę, jeszcze nie zwariowałam ;D.
    No zestaw kusi, kusi, ale nie mam czas wybrać się na zakupy. Liczę jednak na to, że maj będzie luźniejszy i będę mogła się zrehabilitować. Czekam na następną sekcję ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam owocowe kosmetyki, każde ;)

    jesteś na liście otagowanych :P
    http://kotogrodnika.blogspot.com/2012/03/winna-czyli-dzolls-sie-spowiada.html

    OdpowiedzUsuń