środa, 14 marca 2012

Sekcja 19.: Avon Naturals, Nawilżający mus do ciała "Vanilla"

Wariuję. Totalnie. Za te 45 dni będziecie mnie odwiedzać w Tworkach w Szpitalu Psychiatrycznym. A z tego co widzę, w najbliższym czasie sytuacja nie zmieni się na lepsiejsze. Czy to nie jest aby "DZIWNE"? xD

Mniejsza. W dzisiejszej sekcji będziemy badać wnętrzności zapowiadanego wczoraj cudaczka do ciała, tj. Nawilżającego musu do ciała by Avon, tym razem w wariancie waniliowym.


W zeszłym miesiącu krajałam na stole sekcyjnym jego różanego brata bliźniaka. Sekcję możecie znaleźć tutaj. Zbyt wiele w tej materii się nie zmienia. Kosmetyk zamknięty jest w bardzo estetycznym, białym pojemniczku o pojemności 200ml, zaś jego cena katalogowa to 9-11zł, zależnie od promocji. Po rozeznaniu na Allegrze możemy już go nabyć nawet za 6,50zł, jednakże trzeba się liczyć z kosztami wysyłki.


Mus ma kolor... no właśnie. Ni to różowawy, ni to żółtawy. Taki dosyć kremowy. Opakowanie nie jest zabezpieczone sreberkiem, zaś konsystencja maziaka sprawia, że przy przenoszeniu go np. w torebce, kosmetyk chlupie sobie i paćka się po wieczku. Ale taka już jego natura.


Powyższy maziak to istna bita śmietana. Nie leje się, ale też nie ma maślanej bądź zbitej konsystencji. Łatwo mazia się po skórze, dosyć szybko wchłania, jednak pozostawia na lekko lepką warstwę. Zauważyłam również, że zatyka pory, stając się pożywką dla zaskórników np. na dekolcie czy plecach. Jednakże dobrze sprawdza się przy nawilżaniu nóg. Jest to dziwne tym bardziej, że przy jego różanym bracie takich problemów nie zauważyłam.


Jego kolejną wadą/nie-wadą jest jego zapach. Jestem waniliową maniaczką i wszystko co tak pachnie, jest dla mnie przecudne. Przy kremie Farmony po prostu się rozpływałam. Porównując te dwa zapachy stwierdzam jedno - waniliowo-budyniowy zapach Sweet Secret jest o niebo przyjemniejszy dla mojego niuchacza i bardziej naturalny niż powyższego avonowego musu. Waniliowa linia Naturals ma to do siebie, że jest nieco ostra i dosyć chemiczna, mi bardziej przypomina aromaty do ciast. Dawno, dawno temu moja mama zamawiała z tej serii mgiełkę do ciała, która, choć pachniała identycznie, była o niebo przyjemniejsza. Dlaczego? Otóż w musie tym, prócz "zapachowego motywu przewodniego" czuć jest coś jeszcze. Coś, co jest bardzo chemiczne, nienaturalne i co zwykle uaktywnia się dopiero po nałożeniu na skórę (choć mój nos już tak się wyczulił, że wyczuwa go również w pudełeczku). Jest to dziwny balsamowy smrodek, którego bytu również nie dostrzegłam w różanym bliźniaku. Mniej wrażliwym niuchaczom może to nie przeszkadzać. Mnie jednak odrzuca. Może po prostu ten mus jest słabiej perfumowany? Pojęcia nie mam.


Żeby go jednak nie skreślać całkowicie, napiszę teraz o jego największej zalecie. Wreszcie udało mi się złapać aparatem ten delikatny, satynowy "glow", który po prostu uwielbiam. Co więcej, nie ma w nim żadnych drobinek! Za to pięknie rozpromienia i rozjaśnia skórę, nie świeci się chamsko jak podróbka wampira. No i co ważne - mus bardzo ładnie nawilża! Tu żadnych zmian nie ma xD
Kupiłam go, lekko się zawiodłam, ale pieniędzy wydanych nie żałuję. Spokojnie się go z czasem zużyję, jeśli nie zgodnie z przeznaczeniem, to chociaż mi sztópy, łydki i uda nawilży xD Dziś właśnie złożyłam zamówienie na trzeciego, miodowego bliźniaka - niestety ostatniego z kolekcji. Może on lepiej się sprawdzi xD W każdym razie na dzień dzisiejszy, jeśli chcecie sobie zamówić jakiś mus z Avonu, polecam wam wariant różano-brzoskwiniowy.

A teraz moi Milusińscy, ciocia Sacz idzie noł-lajfić. Assassin's Creed czeka xD

11 komentarzy:

  1. Miałam waniliową mgiełkę i była straszna, chemiczna, mdła. Fuj. Natomiast balsam był smakowity, w sam raz do zjedzenia :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wanilia- coś przecudownego. Kocham jej smak, a w kosmetykach- zaaapach! Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do mnie :) może poobserwujemy się?

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja chyba miałam taki albo i nie xD Nie pamiętam, tyle tego się przewinęło przez moje 16, no 17 letnie życiu, więc trudno spamiętać. Ja jako kremu do rąk używam kremu z Oriflame o nazwie "Krem do rąk o zapachu truskawek ze śmietaną", jednak nie jestem z niego zbytnio zadowolona, szybko się wchłania i za maksymalnie godzinę muszę znowu je smarować tym czymś. Ale najbardziej żałuje, że skończył mi się kremik z serii Reviving Hand Treatment Mask - Odżywcza maseczka do rąk, to było wprost zajebiste! Chyba znowu sobie go kupię, ale tym razem przez internet na stronie Oriflame ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję bardzo :) chętnie dodam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja uwielbiam słodkie zapachy w kosmetykach do pielęgnacji ciała, ale jakoś nie przepadam za kosmetykami Avon i bardzo rzadko je kupuję. Bardzo fajny blog, obserwuję, na pewno będę wpadała jak najczęściej i zapraszam również do siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. o, miałam ten różany, o którym pisałaś wcześniej. glow faktycznie fajny, nawilżenie optymalne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham wanilię we wszystkich kosmetykach:)

    OdpowiedzUsuń
  8. A już myślałam, że to ze mną jest coś nie tak, że wciąż i wciąż wącham kosmetyki :D
    Dodaję Twój blog do obserwowanych ;)

    OdpowiedzUsuń