środa, 21 marca 2012

Sekcja 23.: My Secret, Double Effect Eyeshadow 418

I stało się. Nieubłaganie nadszedł pierwszy dzień wiosny, a że Sacz grzeczna jest i zazwyczaj postępuje według zasad wpojonych w dzieciństwie przez rodziców, postanowiła ten jakże piękny dzień święty święcić, toteż od rana opierdziela się w domku, zamiast użerać się ze wściekłymi Ukrainkami w Czeluści Piekielnej (czyt. szkole). Jakby tego było mało, postępując zgodnie z głosem - niewielkiego, ale zawsze - ludu, Sacz założyła Fanpejdża na Facebook'u. Od dziś możecie lajkować Prosektorium (kolumna po prawo xD), tym samym skazując się na powiadomienia o nowych sekcjach. Informuję również, że osoby, których do tej pory zasypywałam prosektoryjnym spamem z mojego prywatnego konta, mogą wreszcie poczuć tę ulgę, związaną z nieotrzymywaniem niechcianych postów kosmetycznych na tablicy xD.

Oczywiście nie jest to koniec wiosennych zmian. Jak już wcześniej gdzieś wspominałam, powoli ruszają prace nad modernizacją wyglądu Prosektorium. Planuję również na stałe dodać Mumifikatorium, w którym zamieszczane będą recenzje różnorakich zabiegów pielęgnacyjnych (o ile takowym się odważę poddać), oraz przepisy na domową pielęgnację, wraz z ich oceną. Kolejną zmianą będzie kategoria stricte mejkapowa, na razie kminię nad jej nazwą. Może macie jakieś propozycje? xD

Żeby was jednak nie nudzić, przygotowałam dziś sekcję czegoś, czego dawno w prosektorium nie było, a mianowicie cienia do powiek! Powitajcie brawami zielonego truposza od My Secret!


Historia tego cienia sięga października 2011, kiedy to Sacz wybrała się do pobliskiej Natury w celu upolowania kosmetyków na zbliżającą się wielkimi krokami Studniówkę. Jako, że owa studniówka miała odbyć się w lutym 2012, Sacz popadła w panikę, bo to przecież cholernie mało czasu, a Sacz nie lubi, kiedy kwestię planowania wyglądu odkłada się na ostatnią chwilę. Ze świadomością posiadania ciemnozielonego gorsetu (Chryste! Wy wiecie jak on ściska?!), szybkim krokiem, o mało co nie tratując sprzedawczyni, Sacz wpadła w kolorówkę. Pierwszy wybór padł na Kobo. Tam niestety nie zastała odpowiedniego dla siebie odcienia. Nauczona doświadczeniem oraz zniechęcona cenami ominęła gablotki Astora, Maybelline oraz Essence, gdyż w tej ostatniej zastała same pastelowe odcienie. I tak oto dotarła Sacz do My Secret, gdzie jej oczom ukazał się ten oto zielony cudaczek, w którym zakochała się od pierwszego zmacania testera.

Żeby nie pieprzyć bez sensu, przechodzę do konkretów. My Secret Double Effect Eyeshadow 418 to jeden z lepszych cieni do powiek, jakie kiedykolwiek miałam. Nie ma w sumie co się dziwić - wyprodukowany został przez Pierre Rene - markę odpowiedzialną również za produkcję popularnych ostatnio kosmetyków MIYO. Zamknięty w przezroczystym, zgrabnym pudełeczku, mieszczącym aż 3g. Dla mnie jest to już spora pojemność. Dodatkowym plusem jest ważność cienia - aż 3 lata od otwarcia, także być może uda mi się go zużyć przed utratą ważności ;). Jego cena również jest ludzka - 7zł w Naturze za dobrej jakości cień. Niedużo.


Jak możecie zauważyć, cień ten przeszedł już wiele, m.in. upadek na kafelki (jest dosyć kruchy), przez co 2 lub 3 razy musiałam go ratować rozprowadzając w niewielkiej ilości wody. A jako, iż jest to Double Effect, doskonale łączy się z wodą, tworząc swego rodzaju krem.


Jego wodne przygody absolutnie nie wpływają ani na jego konsystencję po wyschnięciu, ani na pigmentację. Jak widzicie, jest świetnie napigmentowany. Wystarczy już niewielka ilość, by doskonale pokryć całą powiekę. Jeśli chodzi o kolor 418, dla mnie jest to średnia zgniła zieleń ze złotym, satynowym wykończeniem oraz złotymi, brokatowymi drobinkami. Nakładana na sucho daje efekt zgaszonej, lśniącej zieleni. Po nałożeniu na mokro obserwujemy mocne podbicie koloru - zieleń nabiera "mocy", zaś złoto pięknie mieni się na powiece. Tym samym można używać go zarówno do dziennego, stonowanego makijażu w kolorach ziemi, jak również w wersji wieczorowej "na bogato". xD

Avon, ColorTrend Great Lengths
My Secret, Double Effect Eyeshadow 418
Sacz oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie przemieniła cienia na liner. My Secret Double Effect Eyeshadow nadaje się do tego doskonale. Nakładany pędzelkiem do eyelinera na mokro daje zadowalający efekt. Nie należy jednak przesadzać z jego ilością, gdyż tak nałożony w nadmiarze, lubi się odbijać na powiece. Wersja w sam raz dla tych, którzy nie mają rano zbyt wiele czasu na malowanie, a lubią kolorowe kreski xD

Avon, ColorTrend Great Lengths
My Secret, Double Effect Eyeshadow 418
Bell, Liquid Eyeliner 2 Brązowy
Essence, I Love Stage, Eyeshadow Base

A tu już w tradycyjnej wersji monochromatycznej, w dodatku w zacienionym pomieszczeniu bez lampy, nakładany na sucho. Jak widać złoto chowa się, a uaktywnia ładna, zgaszona zieleń, w sam raz na wiosnę. W duecie z brązowym Eyelinerem Bell tworzą zgraną całość. Cień doskonale współpracuje zarówno z pędzelkiem, jak i gąbeczkowym aplikatorem. Nie sprawia problemów przy rozcieraniu, można nim bez problemu uzyskać intensywne i subtelne efekty.



Ta sama wersja, tyle, że w świetle dziennym. Pojawia się subtelne złoto, delikatnie przebijające przez lekko zgniłkową zieleń.

Avon, ColorTrend Great Lengths
My Secret, Double Effect Eyeshadow 418

My Secret, Double Effect Eyeshadow 417

Bell, Liquid Eyeliner 2 Brązowy
Verona Butterfly, Quaticello 4
Essence, I Love Stage, Eyeshadow Base

A tu już wiosenna wariacja z użyciem tegoż cienia. Zdjęcie w zaciemnionym pomieszczeniu, bez lampy. Tym razem nasz Double Effect Eyeshadow nakładany na mokro. Różnica jest widoczna, cień iskrzy się nawet w cieniu, uwidaczniają się złote drobinki.



I kolejne ujęcia "na mokro", tym razem w świetle dziennym. Niestety mój aparat nie jest w stanie oddać w 100% natury tego cienia. W rzeczywistości efekt jest bardziej złoty i bardziej iskrzący. Strasznie podoba mi się to, jak zmienia się w zależności od warunków i sposobu nałożenia. x3


A tu, proszę Państwa, moje gały szaleńca, tak w ramach porównania i bonusu na Dzień Wiosny XD

Podsumowując - jestem z niego ogromnie zadowolona. Świetny cień w super cenie. Jego jedyną wadą jest to, że niestety przy nakładaniu na sucho, lubi się osypywać, także trzeba z tym uważać xD No i jest kruchy, pudrowy, przez co lubi się łamać nawet przy upadkach z niewielkiej wysokości. Ale to takie szczegóły, z którymi absolutnie da się żyć. Jako posiadaczka dwóch cieni z tej serii mogę wam go z czystym sercem polecić. Sama z pewnością przy przypływie gotówki zakupię jeszcze kilka kolorów. Naprawdę warto! ;)


A w ramach totalnego szaleństwa wiosennego dołączam również nutę, która chodzi za mną od kilku dni i doczepić się nie chce xD Bo w sumie kto tego nie lubi? XD


12 komentarzy:

  1. Efekt jest ekstra! Ale na takich oczach wszystko wyglada pieknie ;) Pozdrawiam i zapraszam na nowy post :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam pisać pod poprzednią notką, ale że wyprodukowałaś kolejną, wpiszę tu:
    Ale Ty masz oczyskaaaa ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Widzę fioletowe soczewki, mam orgazm! <3
    Lubię Cię na fejsbuniu :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale super soczewki!!! robią wrażenie. Najbardziej cień podoba mi się jako kreska:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkie boskie!!!Zapraszam na konkursik do mnie http://macebelive.blogspot.com/2012/03/konkurs-konkurs-konkurs-bizuteria.html. Ja oczywiście obserwuję i będę zaglądać :) ZAPRASZAM

    OdpowiedzUsuń
  6. Ależ masz oczy :) czad.

    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  7. oczka cudowne !! masz talent ! zapraszam do siebie :) będzie mi miło jak wpadniesz:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajny blog :) Może masz ochotę się poobserwować?

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie to razem skomponowałaś, świetny kolor!

    OdpowiedzUsuń
  10. omnomnom, kolor zacny, ale nie mogłam oderwać swoich oczu (zielonych i kaprawych) od tych soczewek. świetny efekt razem! :D

    OdpowiedzUsuń