środa, 4 kwietnia 2012

Sekcja 32.: Lovely, Crystal Strenght 376

Łech. U was też taka plucha? Ja nie wiem, powrót zimy się szykuje, czy co? Tfu, tfu! Ja już po jajeczku, zaczynam właśnie tydzień wolnego, a zaczyna mi się baaardzo ciekawie. Otóż byłam dziś u fryzjera ogarnąć człowieka, oraz w Rossmannie, z zamiarem upolowania sobie zestawiku kąpielowego, który był jeszcze dwa tygodnie temu przeceniony na 8zł z groszami. Ja paczę - a on już nie 8 a 16zł kosztuje! PFFY! Oczywiście, że Sacz normalnie by kupiła, ale w TAKIEJ sytuacji nabierać się na dziwne windowania cen nie będzie! Ale żeby nie narzekać za dużo powiem wam, iż udało mi się upolować mydełko w płynie od Original Source o zapachu Mint and Tea Tree, przecenione z 7,99zł na 3,39zł! No to chyba logiczne, że Sacz zrobiła sobie mały zapasik ;) (Sekcja już wkrótce! xD).
 A jakby jeszcze tego było mało, po powrocie do domu, czekała na mnie niespodzianka w postaci maila od Pana Pawła z firmy Carmex (niezaznajomionych z carmexowymi balsamikami odsyłam tu oraz tu xD). Wiecie, co to oznacza, prawda? xD Tak, Sacz też się cieszy i skacze z radości xD Więcej o moich przeżyciach z Carmexem już niebawem. ;)

Ale przejdźmy do sedna sekcji. Dziś pod mój skalpel trafia lakier, w którym zakochałam się od pierwszego looknięcia w gablotkę lakierową, choć wiedziałam, że ten romans będzie trudny i bolesny.


Crystal Strenght od Lovely już raz posiadałam i z góry wiedziałam, czym to pachnie. Lakier ten dostaniemy w co drugim Rossmannie i wszędzie tam, gdzie są gablotki tejże firmy. Piękna, pękata buteleczka o sporej pojemności, bo aż 12ml (dla mnie to buteleczka olbrzym - też nie lubicie dużych lakierów? xD) za ok. 7zł, przyciągająca wzrok "diamencikiem" u szczytu pędzelka, charakterystycznym dla całej kryształowej serii. Jak na razie zanosi się całkiem ciekawie ;)


Kolor 376 (dlaczego do Grzyba Wielkiego te lakiery nie mają NAZW?! WRRR~!) zachwycił mnie na półce piękną, trawiastą, intensywną, ciepłą, metaliczną zielenią. A co widzicie na załączonym obrazku? Zgaszoną jasną zieleń. Sacz się pomyliła? Nie! Otóż lakier ten ma dualistyczną naturę, zaś kolor, jaki dostrzegamy, jest efektem manicheistycznej walki światłości z mrokiem, dobra ze złem, Edwarda z Jacobem, brudnych skarpetek z proszkiem do prania...! Khem... *ogarnia się* Jak mówiłam, kolor ten zmienia się w zależności od natężenia światła, co zresztą bardzo mi się podoba. xD


O właśnie xD Nie samym kolorem człowiek jednak żyje. Konsystencja lakierstwa właściwego jest rzadka, a pędzel jest sztywny. I to jest zdecydowanie złe połączenie! Jeśli dodamy do tego słabą pigmentację, wychodzi nam taki delikatesek, że przy pierwszej warstwie te zielone drobinki są ledwo zauważalne. Aby osiągnąć efekt jak powyżej, trzeba się namachać mocno, nie-wiem-ile-ale-na-pewno-powyżej-5-warstw.
A i tak płytka lekko prześwituje.


Kolejna właściwość tego lakieru - schnie błyskawicznie, ale zastyga woooolno. Baaardzo wooolno. Właściwie dobrze zastygnięty jest dopiero na drugi dzień po pomalowaniu. Ale wtedy już zaczyna się akcja "ścieranie" a na dzień kolejny "pryskanie".


Podsumowując, jedyną zaletą tego lakieru jest kolor - moim zdaniem jak najbardziej wiosenny, szczególnie w promieniach słońca. Jednakże patrząc obiektywnie, aż chce się zanucić: "Where is my mind...? Where is my mind?". Kupujecie na własne ryzyko xD

9 komentarzy:

  1. Żałuję, że w moim rossmannie nie ma Lovely.Te lakiery mnie kusza już od jakiegoś czasu.Trzeba będzie się zebrać i jechać dalej.Kolor pieeeekny.Jak żuczek trochę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolor cudny :) Też ubolewam nad brakiem nazw lakierów o.O

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny lakier, ale nie widziałabym go na swoich paznokciach, wolę nudziaki :D
    ciekawy blog, obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. jest cudny <3 nie lubię takich kolorów ale ten mi się spodobał ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolor piękny, no ale prawda, jakość taka sobie...

    OdpowiedzUsuń
  6. nie lubie takich kolorków na sobie na innych pazurkach tak ale nie na sobie

    OdpowiedzUsuń