piątek, 13 kwietnia 2012

Sekcja 38.: Essence Vampire's Love, Eyeshadow Palette, 01 Love at the First Bite

Do  tej sekcji szykowałam się spooory czas, chociażby dlatego, że musiałam się z tym umarlakiem zaprzyjaźnić. I choć Sacz nie byłaby sobą, gdyby nie posiadała w swej kolekcji tego Vampirka, to jednak sama jego zawartość może przyprawiać o nerwicę. Zapraszam więc na krojenie...


Truposz dosyć stary. Essence Vampire's Love, Eyeshadow Palette ujrzała światło dzienne w listopadzie. Paletka kosztowała wtedy 16.99zł w Naturze i rozeszła się jak świeże bułeczki. Teraz można czaić się na nią na Allegrze, występuje rzadko, jednak ceny, jakie osiąga, bywają koszmarne. xD


Paletka zawiera 6 małych cieni, każdy oddzielony przegródką, coby się nie zafafluniły, lusterko, które wiecznie jest ufaflunione, oraz aplikatorek - pół pędzel, pół gąbek. O ile gąbka używam całkiem często (nie jest zły), o tyle pędzelek to jakieś nieporozumienie. Sztywny, szorstki, równo ścięty i drapiący. Miałam takie pędzelki dołączone do czyszczenia depilatora i maszynki elektrycznej dla psa. Całość opakowana jest w masywną, elegancką, czarną kasetkę, którą można wcisnąć nawet do kopertówki.


A oto i kolory cieni - mamy dwie czernie, dwie szarości i dwa fioleto-róże. Ale po kolei, od góry.
 Pierwszy cień to matowa czerń, cholernie mocno napigmentowana i naciupkana srebrnym brokatem, który byłby całkiem w porządku, gdyby nie spieprzał z oka. Polecam nakładać aplikatorem i delikatnie rozcierać pędzlem do blendowania - inaczej zostanie wam matowa czerń.
To samo tyczy się drugiego odcienia. Tym razem jest to czerń naciapkana oliwkowo-zielonymi drobinkami. Śliczne, ale nietrwałe połączenie.
Trzecim cieniem jest niebieskawe, perłowe srebro. Pigmentacja w porządku, ładnie się rozciera i współpracuje z pędzelkami.
Czwartym jest ciemna, stalowa szarość, również perłowa. Kompatybilna z pędzlami. Łatwa w rozcieraniu. Następnie mamy fiolet, również perłowy. I tu surprise, bo jako jedyny cień w paletce trafił mi się jakiś zbrylowany. Nie, żeby mi to specjalnie przeszkadzało, ale takie sytuacje nie powinny mieć miejsca.
I ostatnim kolorem z tej paletki jest róż. Pigmentacja najsłabsza z całej gromadki, ale efekt na oku ładny - lekkie, perłowe rozświetlenie. Róż nie nachalny, trochę brudny.

Dziś Sacz się nie bawi w linery i  pojedyncze zestawienia. Czas na mieszanki xD Zaczynamy od mojego ulubionego delikateska a'la Claudia z Wywiadu z Wampirem. Przykład dziennego zastosowania tej wampirzej paletki. Dosyć dziewczęce, subtelne zestawienie różu, fioletu i ciemnej szarości. Cienie oczywiście nałożone na bazę Essence I love Stage, w przeciwnym wypadku zeszłyby z oka momentalnie. Na bazie trzymają... tak ze 12h? Coś koło tego. Później lubią blaknąć.

Tu mamy Edwarda w klubie Disco. No ja po prostu widzę oczami wyobraźni Edzia tańczącego do utworu Franka Kimono "King Bruce Lee Karate Mistrz" XD A teraz na poważnie. Do wykonania Disco Edzia użyłam srebra, ciemnej szarości oraz czarnej oliwki na mokro jako liner.


A tu już poważny Oliwkowy Przydymiony Hrabia Dracula. Nie bijcie - nie umiem robić smokey eyes. Jego wykonanie zajęło mi cholernie dużo czasu, a i tak nie jest taki, jakim być powinien. Jak pisałam wcześniej, zarówno czarna czerń z brokatem, jak i ta z oliwkami, przy rozcieraniu gubią zwyczajnie swoje dodatki (widać to w górnej części powieki, gdzie roztarta oliwka przemieniła się w szarość), w dodatku nie dają się nakładać pędzelkami. Trzeba używać dołączonego aplikatorka i dopiero później rozcierać krawędzie. Do Draculi użyłam czerni, oliwki i srebra na mokro. Gościnnie kredka Essence Kajal Pencil w kolorze czarnym.

Mimo średniej trwałości i upierdliwości ciemnych odcieni, bardzo lubię tego Vampirka. Jest mały, zgrabny i poręczny, ma dosyć dobrze dobrane kolory, dzięki którym można wymalować oczka na różne okazje. Jestem na tak.



A bonusowo... XD KING BRUCE LEE KARATE MISTRZ! XD


12 komentarzy:

  1. kurczę, szkoda, że te czernie gubią swoje świecące dodatki na powiece, ale mimo to wywołują u mnie wewnętrzny krzyk "chcę!", może kiedyś się skuszę ;D
    co do makijaży to ten ponoć nieudany smokey jest całkiem fajny ;D świetnie Ci wyszedł :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. pamiętam, jak na jednej imprezie u mnie ktoś zapętlił franka i "bruce lee" leciał non stop z dobre 4 godziny. jedna z najlepszych imprez ever.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani wybaczy, ale ja mam alternatywne nazwy dla ostatnich dwóch: Pandora i Gabriela. Tak mnie ta Claudia z Wywiadu zasugerowała :). A poza tym, miodzio, nie wiem o co chodzi ze smoky eyes.
    A... soczewki fajne!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh yeah :D
    Ej, ona jest u mnie w Naturze jednej na wyprzedaży, tania, bo jej pedzelka brakuje.
    A jakby kupić i na alledrogo wystawić?

    OdpowiedzUsuń
  5. To chyba jedyna rzecz z tej limitki, której nie kupiłam.Te szarości mnie zniechęciły.I chociaz u mnie w N. ta paletka wytrzymała wyjątkowo długo to się jej dzielnie oparłam:D

    OdpowiedzUsuń
  6. cienie na powiekach wyglądają cudownie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja przeważnie używam ten jasny różowy i fiolet, muszę się zabrać za inne kolory :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cienie pięknie wyglądają na twoich powiekach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Najbardziej przypadł mi do gustu ostatni makijaż, chociaż ten pierwszy także niczego sobie, taki delikatny.

    Pozdrawiam, Klaudyna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie, do obserwowania i komentowania :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale mocna pigmentacja :)

    OBERWUJEMY?

    OdpowiedzUsuń