środa, 18 kwietnia 2012

Sekcja 40.: Carmex Moisturising Lip Balm, Strawberry Tube

Mam dzikie wrażenie, że znajduję się w jakimś szkolnym koszmarze. Pragnę was ogromnie przeprosić za to, że w tym tygodniu poświęcę blogowi nieco mniej uwagi. z racji nadciągającej matury, a wraz z nią końca roku szkolnego, zmuszona jestem ograniczyć czas spędzany na komentowaniu i czytaniu Waszych notek. Obiecuję, że w weekend wszystko nadrobię ;)

Jest mi również niezmiernie miło, iż liczba odwiedzin strony przekroczyła 5000. I nie, nie zapominam o Was. Najprawdopodobniej za niedługo pojawi się mała niespodzianka, ale nie wcześniej, jak po przekroczeniu magicznej liczby 100 obserwatorów xD Sacz chce zobaczyć, kto ją naprawdę lubi XD

A dzisiaj przechodzimy do sekcji, którą mam przyjemność przeprowadzić dzięki uprzejmości pana Pawła, który to zdecydował się wysłać mi to małe cudo do testów. Z góry przepraszam za pomyłkę w podpisie zdjęć, oczywiście jest to tubka, nie sztyft xD


Owiany legendą Carmex, atrybut wielu pań i ulubieniec blogerek. Czy naprawdę wart jest swej sławy i niecałych 10zł w Rossmannie? Przekonajmy się. Tubeczka tego specyfiku mieści w sobie aż 10g, przy czym balsam ten możemy używać spokojnie przez dwa lata po otwarciu.


Zapewnienia producenta oraz skład. Co mogę o nim powiedzieć po tygodniu intensywnych testów? Otóż u mnie pomadki ochronne umierały w jeden z dwóch sposobów - albo po jakimś czasie stawały się woskową skorupą na ustach i zbierały się w kącikach, albo nie działały wcale. Po przeczytaniu wielu opinii na Wizażu i innych blogach wiedziałam, że mam do czynienia albo z wielkim hitem, albo z wielkim bublem. I co się okazało? Otóż jest to obecnie mój numer jeden wśród balsamów ochronnych! Ale po kolei.


Po pierwsze - zapach. Kiedy otworzyłam kopertę, wszystko pachniało mi truskawkami. Ale nie takimi chemicznymi. Normalnie żywymi truskawkami! Jego zapach jest bardzo intensywny, przyjemny, jednak po nałożeniu ginie na rzecz... No właśnie. Mentol i kamfora. Połączenie, które od dawna mnie intrygowało i przerażało jednocześnie. O ile mentol w pomadkach kocham, o tyle kamfora kojarzyła mi się zawsze z cuchnącym spirytusem kamforowym stosowanym na zapalenie ucha. Pierwsze nałożenie - o matko! Jak to powiedziała Zuzu - "mocna rzecz". Balsam lekko mrowi i chłodzi usta, zaś kamfora jest bardzo mocno wyczuwalna. I o ile przy pierwszej aplikacji doznałam szoku, o tyle później pokochałam go całym sercem. Po kilku użyciach chyba przyzwyczaiłam się do zapachu, gdyż coraz intensywniej wyczuwam teraz truskawkę xD


Po drugie - opakowanie. Spodziewałam się po tubce nieco innego rozwiązania. Jednak tubeczka jest bardzo mięciutka, wygodna, poręczna, zaś samo nakładanie odbywa się przy rozsmarowywaniu balsamu kuleczkokształtnym aplikatorkiem z dziureczką, z której wydostaje się kosmetyk.
Po trzecie - konsystencja. Po Lovely Lip Balm, pomadkach Nivea i Bebe przyzwyczajona jestem do konsystencji twardej, zbitej - tu natomiast otrzymałam mięciutki, lekko tłustawy balsamik, który bez problemów aplikuje się na usta.


Po czwarte - efekt. Chłodzi, wygładza, nadaje zdrowy połysk i nawilża. Usta są delikatne jak pupcia niemowlęcia, a dodatkowo chronione przez filtr ;) Nie zbiera się w kącikach i co najważniejsze - nie ścina na ustach! Nie lepi się, za to zauważyłam, że częściowo się wchłania w skórę i nawilża ją od wewnątrz. Myślę, że świetnie sprawdzi się zarówno w lato, jak i w zimę.
Po piąte - to na pewno nie mój ostatni Carmex! Zakochałam się w nim ja, zakochała się moja mama i o dziwo babcia (!), której wiecznie nic nie pasuje. W najbliższym czasie planuję zakup jego wiśniowego brata i być może uda mi się dorwać nowe smaki - miętę i mojego faworyta - jaśminową zieloną herbatkę! Z czystym sercem polecam ;)

7 komentarzy:

  1. Ja też się w nim zakochałam <3 ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Też mam carmexa, ale w sztyfcie i go ubostwiam :) Pozdrawiam i zapraszam na nowy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja osobiście, zawsze jak widzę ten balsamy, to opakowanie przypomina mi klej. Nie wiem dlaczego. ;)
    Może się kiedyś skusze na tą tubkę albo sztyft.

    OdpowiedzUsuń
  4. Babcia to chyba tą kamforkę poczuła ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę w końcu go kupić. Serio, jeszcze nie używałam ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. nie wierzę, dotychczas o truskawkowym carmexie tylko słyszałam, a widzę go po raz pierwszy. wszędzie tylko wiśnia i wiśnia.

    OdpowiedzUsuń