poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Sekcja 43.: Johnson's Baby, Ochronny krem przeciw odparzeniom

Jakiś czas temu zamówiłam na stronie Johnson's Baby próbki ich produktów i spory czas zastanawiałam się, efekty moich obserwacji przedstawiać wam w Prosektorium. Ostatecznie jednak zdecydowałam się napisać o nich to i owo ;)


Jak chyba wszyscy się orientują, kosmetyki Johnson's Baby to przede wszystkim produkty dla niemowląt i przyszłych bądź świeżo upieczonych mam. Ja z okresu niemowlęctwa wyrosłam już jakieś 19 lat temu, zaś mamusią zostać nie zamierzam jeszcze przez lat przynajmniej 10. Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że kosmetyki dla małych dzieci mają często zbawienny wpływ na naszą skórę czy włosy. Zachęcona tym faktem postanowiłam je wypróbować. Na pierwszy ogień poszła próbeczka (nie taka mała) Ochronnego kremu przeciw odparzeniom.


Próbka zawiera 15ml produktu, dzięki czemu można spokojnie go przetestować pod każdym kątem. Pełnowymiarowy produkt (100ml) dostaniemy praktycznie w każdej drogerii czy markecie za cenę ok. 15zł. Nie jest to wygórowana kwota, biorąc pod uwagę wydajność i działanie kremu. Ale o tym za chwilę. Co prawda nie znam się zbyt dobrze na tej łacińskiej czarnej magii, którą widzicie powyżej, ale zdziwiło mnie, że w kosmetykach dla takich maluszków pojawiają się parabeny. O.o Jak widać, jesteśmy bombardowani chemią już od niemowlęcia. I jak tu cholera żyć zdrowo? xD


Dawno nie było miseczki, co? xD W każdym razie, kremik jest... gęsty. Cholernie. Gęsty, ścisły, biały i tłustawy, zaś po rozsmarowaniu pozostawia białawy film. Co mi to przypomina? Ano maść cynkową. I rzeczywiście, Sacz zaintrygowana tym faktem przejrzała łacinę chemiczną i doszukała się obecności cynku w składzie, co tłumaczy podobne do maści zachowanie kremiku.



Krem ma iście przecudny zapach! Przyjemny, słodkawy i pudrowy, taki typowy dla niemowlakowych mazidełek <3 jest również dosyć intensywny. Sam krem jest mega wydajny, już odrobina wystarcza na pomazianie dość sporej powierzchni ciała. Wchłania się niezbyt szybko, a już na pewno nie nadaje się pod makijaż.


No dobra, wszystko ładnie i pięknie, ale to w końcu krem na odparzenia dla niemowlaków pod pieluchy. A do czego ja go używam? Otóż jest to dla mnie wspaniały zamiennik wspomnianej wcześniej maści cynkowej. Jako, że nie znoszę jej zapachu i tłustej konsystencji, kremik Johnson's Baby jest dla mnie świetną alternatywą - mniej tłustą, ładnie pachnącą i lepiej wchłaniającą się. Radzi sobie z wyskakującymi raz na jakiś czas nieprzyjaciółmi na mej twarzy. Przyspiesza gojenie, wysusza syfki, ma również działanie odżywcze.

Bardzo podoba mi się to, jak ten niepozorny krem dla maluchów naprawił Hiroszimę na mojej brodzie. z czerwonych wulkanów nie ma nawet przebarwień! Przyspiesza gojenie, regeneruje i odżywia skórę. Co prawda jest gęsty i tłustawy, ale wystarczy raz na jakiś czas pomaziać się nim w domu, by nie narażać ludzi na widok świecącej twarzy xD Zastanawiam się nad zakupem pełnowymiarowego opakowania po wykońceniu próbeczki, jednak pojęcia nie mam, kiedy bym go zużyła xD Próbki 15ml używam od jakichś 3 tygodni, a nie ubyła nawet połowa. Ale z drugiej strony tuba tak dobrego produktu z pewnością mi się przyda ;)

3 komentarze:

  1. no te parabeny mnie nie przekonują, ale skoro ma takie miłe właściwości. A maści cynkowej też od czasu do czasu używam, to znaczy właśnie ze względu na jej zapach ostatnio akurat nie używam i leży odłogiem w pudle. Więc może to niegłupi pomysł zakupić taki krem...
    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń